Budowany w okresie międzywojennym Warszawski Dworzec Główny miał być najnowocześniejszym w ówczesnej Europie. Pożar wybuchł 6 czerwca 1939 r. ok. godz. 6.30 rano, w porze szczytu komunikacyjnego. Osoby udające się pociągami do stolicy zmuszone były wysiąść na wcześniejszych przystankach i dotrzeć do miejsca pracy tramwajami, autobusami lub pieszo.
Przyczyną pożaru była iskra powstała w wadliwym agregacie do spawania. W wyniku dochodzenia zatrzymano pięciu pracowników firmy budowlanej pracujących na nocnej zmianie. O przyczynach i fazach pożaru relacjonował szczegółowo Stanisław Gieysztor – komendant Warszawskiej Straży Ogniowej. Jak twierdził, kluczowym momentem było dotarcie ognia do drewnianego szalunku przy windzie. Stamtąd ogień rozprzestrzenił z łatwością na górne piętra budynku.
Do akcji przystąpiły początkowo dwa plutony WSO w sile czterech oficerów, sześciu podoficerów i 57 strażaków. Po ocenie sytuacji, dowodzący akcją zaalarmował posiłki. Na miejsce przybyli dodatkowo czterej oficerowie, pięciu podoficerów i czterdziestu trzech strażaków. Następnie przybył piąty pluton z Warszawy-Pragi w sile dwóch oficerów, trzech podoficerów i 23 strażaków. Około godziny ósmej do akcji przyłączyli się strażacy ze zmiany dziennej. Z ogniem walczyło ok. 260 funkcjonariuszy. Prowadzenie działań utrudniały stojące przy ścianach rusztowania.
Podczas akcji wystąpiły problemy z wodą. Mimo maszynowego zwiększenia ciśnienia, strumienie wody nie wystarczały do ugaszenia. Wodę podawano z ustawionych na ulicy motopomp. W godzinach porannych panował na dworcu wzmożony ruch. Perony podziemne były zapełnione ludźmi. Groził wybuch paniki. Zniszczone przez pożar kable i urządzenia nagłaśniające dworca wykluczyły podawanie informacji przez megafony i tym samym kierowanie ruchem pasażerów w podziemnych kondygnacjach. Dzięki biorącej udział w akcji policji udało się sprawnie ewakuować osoby znajdujące się w bezpośrednim zagrożeniu.
Walka z ogniem toczyła się dalej na wysokości, istniała realna groźba zawalania się poszczególnych segmentów. Część murów i ścian znajdowało się w fazie budowy. Wokół palącego się budynku leżały materiały budowlane, co utrudniało swobodny dostęp strażakom. Schody wewnętrzne były na ukończeniu i wykluczały możliwość przemieszczania się. Płonąca termoizolacja, papa dachowa i smoła wydzielały duże ilości czarnego dymu utrudniając widoczność i porozumiewanie się. Groźba zawalenia się pięter skłoniła dowodzącego do rozlokowania wokół budynku dodatkowych posterunków strażackich.
Podsumowując, udało się doprowadzić do nierozprzestrzeniania się ognia. Niestety, jeden ze strażaków, Jan Sokolik, poległ w czasie akcji, kilku było ciężko rannych, przewiewnio ich natychmiast do szpitala.
Po zakończonej akcji Stanisław Gieysztor wyraził się następującymi słowami: „Znam dobrze francuskich i niemieckich strażaków i wiem, jak świetnym sprzętem dysponują. Sam wymienił był się z nimi na niejedno, ale przenigdy na moich ludzi”.
Następnego dnia odbyła się uroczystość na Placu Piłsudskiego. Premier Składkowski odznaczył Krzyżami Zasługi 62 strażaków. Zmarłego i odznaczonego pośmiertnie strażaka odprowadzono z honorami na cmentarz.


